Bardzo wcześnie w tym roku zaczęliśmy z mężem planować wakacje. Daliśmy sobie czas na zastanowienie gdzie każde z nas chciałoby pojechać. Wycieczki zagraniczne odpadły niestety ze względu na marne zasoby finansowe. Nie znam się zbyt dobrze na miejscach wypoczynkowych w naszym kraju oprócz tych powszechnie reklamowanych, ale postanowiłam znaleźć takie miejsce, żeby zaskoczyć męża. Coś o czym on by nie pomyślał. Niestety przez obowiązki zawodowe zdecydowałam się odłożyć poszukiwania na chwilę, a biorąc pod uwagę, że czasu mam dużo to i tak byłam pewna, że zdążę wynegocjować swój projekt. Mąż nigdy nie lubił zajmować się organizacją wycieczek. Aż tu ku mojemu zdziwieniu. Po około dwóch tygodniach od rozmowy na temat organizacji urlopu, mąż powitał mnie w domu stwierdzeniem, że nasze mazury to cud natury. Zaskoczył mnie tak, że chwilę stałam bez słowa, bo nie mogłam zrozumieć o co chodzi. Okazało się, że mąż rozmawiając z kolegami w pracy na temat ich planów urlopowych usłyszał od jednego z nich, że nasze mazury to cud natury i postanowił sprawdzić prawdziwość tej tezy na swojej własnej rodzinie. Przekonało go do tego duże doświadczenie kolegi w podróżowaniu, który zwiedził wiele ciekawych miejsc w naszym kraju. Mnie pomysł do gustu nie przypadł, bo miałam nadzieję na znalezienie czegoś oryginalnego, a nie jakiegoś oklepanego miejsca odwiedzanego przez takie tłumy, że nie ma nigdy pewności, ze zobaczy się wodę. Nie lubię tłumów i nie sprawia mi przyjemności leżenie na plaży pełnej ludzi, gdzie podstępem odsuwając ręczniki innych wczasowiczów kradnę miejsce dla siebie. Miałam raczej nadzieję na urlop w górach. W jakimś prywatnym małym domku na uboczu miasteczka, albo w lesie. To jest prawdziwy odpoczynek, a nie jakieś jeziorka. I tutaj zaczął się problem. mąż odmówił wyjazdu gdziekolwiek indziej przekonując mnie swoim już słynnym powiedzeniem, że nasze mazury to cud natury, który on sam musi odkryć, bo nigdy tam nie był, a to właśnie miejsce, które znać powinien każdy. Musiałam skapitulować, bo nie było możliwości przekonania męża do innego miejsca. W tym roku więc, jedziemy na mazury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz